Biblioteka Publiczna

w Dzielnicy REMBERTÓW m.st. Warszawy


20 OSTATNICH KOMENTARZY


Stanley


Posty:1

 Dotyczy: Cymanowski młyn
 Wysłany: 2019-08-30 14:29:44


    

W zbiorach:     


Pierwszy raz czytałam książke Polksiego polskich autorów i niesamowicie mi się podobała. Naprawdę polecam

1929


Posty:1

 Dotyczy: Za zamkniętymi drzwiami
 Wysłany: 2018-06-05 19:59:42


    

W zbiorach:     


Nietuzinkowa historia. Polecam

Marek


Posty:1

 Dotyczy: W ciemno : zabawne przypadki z podróży
 Wysłany: 2018-02-26 16:12:37


    

W zbiorach:     


Wbrew tytułowi większość opowieści nie jest wcale zabawnych. Ot, zebrane przez autora kilkanaście przypadkowych historyjek jakie się kiedyś wydarzyły wybranym amerykanom i anglikom i które oni uważają za znaczące w swym życiu. Myślę, że każdy polski turysta mógłby przytoczyć dziesiątki lepszych z własnego doświadczenia. Książka jest nudna i czyta się ją szybko aby tylko ją mieć za sobą.

Mei


Posty:1

 Dotyczy: Bridget Jones : szalejąc za facetem
 Wysłany: 2016-07-03 23:20:07


    

W zbiorach:     


Książka lepsza niż można się było spodziewać. Na ogół, gdy myślimy o seriach książek, to ta pierwsza jest najlepsza, najbardziej dopracowana, a przy kolejnych poziom opada. Ale nie tutaj. Ta , trzecia część powieści Fielding skupia się na problemach i zagadkach, które każdy z nas przeszedł. Z borykaniem się z problemami towarzyszącymi w samotnej kobiecie z bardzo niską samooceną i dwójką dzieci, która odżywa i na powrót wchodzi w wir nowoczesnego świata.

Joanna


Posty:38

 Dotyczy: Niezgodna
 Wysłany: 2016-03-23 20:30:29


    

W zbiorach:     


Ciekawy pomysł i średnie wykonanie.

Z zainteresowaniem czytałam o podziale społeczeństwa na frakcje, które specjalizują się w konkretnych dziedzinach. Z podziwem obserwowałam zmagania głównej bohaterki, która nie pasuje do ustalonego systemu. Miałam nadzieję na sprytnie polaną warstwą przygody metaforę dorastania i poszukiwania własnej tożsamości, naukę akceptacji inności i empatii w stosunku do tych, którzy są inni oraz potępienia cenzury i dezinformacji i nakładanych nam przez społeczeństwo ograniczeń. To temat naprawdę ważny dla dorastającego człowieka, który musi zdecydować, co będzie robił w życiu i takie powieści są potrzebne. Mam wrażenie, że autorka chciała pójść w tę stronę. Są w książce na przykład ciekawe sceny, które pokazują, jak zachowują się ludzie słabi psychicznie, przesadnie ambitni albo żądni władzy, którzy nie umieją walczyć ze swoimi słabościami ani zaakceptować czyjegoś powodzenia (brawo za postać Ala). Szkolenie rekrutów poprzez ranking przypomina wyścig szczurów po szczeblach kariery. Wygrają najsilniejsi. Pokazane są też relacje rodzinne, które mogą diametralnie się zmienić, kiedy dziecko nie wybiera zgodnie z oczekiwaniami rodziców (brawo za postać Marcusa). Niestety w miarę czytania czułam, że ten aspekt historii się rozmywa na korzyść opisów ekstremalnych rozrywek frakcji Nieustraszonych i rodzącego się romansu. Cztery, facet idealny, którego pokochały czytelniczki na całym świecie, mnie w historii przeszkadzał, bo odciągał główną bohaterkę od interesujących mnie wątków.

Wiem, że gdy autorka pisała "Niezgodną", miała około 20 lat i że ta powieść to jej debiut. Rozumiem też, że młodzi czytelnicy oczekują od skierowanych do siebie lektur wątku romansowego. Dlatego lekko przymykam oko na styl (ale tłumaczowi nie wybaczam błędów gramatycznych) i słabe fabularnie momenty i daję na zachętę dodatkową gwiazdkę. Wierzę, że autorka będzie pisać na coraz wyższym poziomie na ważne tematy. Potencjał jest duży, bo pomysły (i mam wrażenie, że intencje też) ma dobre.

P.S. Świat Veroniki Roth zdecydowanie bardziej do mnie przemawia niż świat Suzanne Collins. Niestety odwrotnie jest z warsztatem pisarskim.

Inspektor


Posty:95

 Dotyczy: Po Bajkale : rowerem przez Syberię
 Wysłany: 2016-03-19 14:14:32


    

W zbiorach:     


Są takie miejsca na Ziemi do których się fizycznie nie wybiorę, ale nie dlatego że uważam te miejsca za nieciekawe, czy zacofane, albo... co tam jeszcze. Nie, nie planuję tam pojechać ponieważ jestem ciepłolubna, i jeśli mam gdzieś jechać to tam gdzie cieplutko:) Ale od czego książki!!! O, tak! Dzięki bibliotece przy ul. Chełmżyńskiej mogę wybrać się i tam – na daleką i zimną SYBERIĘ!
Już na wstępie: cuuudowne fotografie! Autor ma talent do przedstawiania tych bajecznych krajobrazów i mnie przekonał w stu procentach, że w takiej Rosji zakochać się można! Pocztówkowe zdjęcia naprawdę rzadko mnie zachwycają. Ale te... bajka!

Kolejnym atutem „ Po Bajkale” jest temat strachu! Chyba nigdy nie spotkałam się z książką podróżniczą, w której autor tak otwarcie i pięknie mówiłby o swoim strachu! Przecież to nic dziwnego, że ktoś chcący przemierzyć tak wiele kilometrów rowerem, poza ekscytacją, odczuwa przerażenie. Jakub Rybicki, chociaż w niewielkim fragmencie, pisze o tym tak dobitnie, że dzięki temu zawierzam mu całkowicie i jestem pewna, że jest z czytelnikiem szczery w każdym słowie, który spisuje!

To książka o Rosji, o doświadczeniu wolności, dobrych ludziach, bo jak mówi autor „ w podróżach szukam prawdy, dobra i piękna” . I taka jest ta książka. Sporo się dowiemy, a to skąd Władimir Iljicz Uljanow wziął przydomek Lenin, a to o ostatnim lamie z Buriacji, poznamy też filozofię podróżowania, która jest mi szczególnie bliska, a mianowicie: „ Zawsze się cieszę, gdy ktoś zaprasza mnie do domu, częstuje jedzeniem albo daje bezinteresowne prezenty. Taki człowiek cieszy się, że zrobił dobry uczynek, czuje się lepszy. Ja też się cieszę, bo przecież potrzebuję dachu nad głową, a i jedzeniem nie pogardzę. Jestem wdzięczny, tamten człowiek to widzi i może myśli sobie: ‚ Oho, więc może jednak warto czynić dobro’ . A jeśli nawet nie, to może chociaż ma satysfakcję z popisywania się. W każdym razie poprawia mu się humor. Ja z kolei, w zamian za te wszystkie duże i małe przejawy dobroci w obcych krainach, czuję się zobowiązany, żeby pomagać innym obcym u siebie. I swoim też. A świat staje się odrobinkę lepszy.”

Jeszcze raz dziękuję Pani Ani z biblioteki nr 57, że kupuje takie fajne książki. Polecam!

Inspektor


Posty:95

 Dotyczy: Kalifat terroru : kulisy działania Państwa Islamskiego
 Wysłany: 2016-03-19 13:56:29


    

W zbiorach:     


Dwa hasła: Kalifat i terror, „ robią” furorę w mediach. Więc czytam i czytam i nie bardzo mogę się zorientować o co tu naprawdę chodzi: jak, skąd, dokąd i kiedy – oto pytania które często sobie zadaję, gdy słyszę lub widzę te dwa słowa.
Nic więc dziwnego, że od razu zarezerwowałam sobie „ Kalifat terroru” , mając nadzieje na zgłębienie tematu.
Książka jednak trochę rozczarowuje.
Samuel Laurent napisał ciekawą, ale mało wnikliwą analizę kalifatu. Bardzo brakuje rozwinięcia niektórych podrozdziałów. Wiedza autora wydaja się olbrzymia, ale moim zdaniem zbyt szybko i w zbyt mało przystępny sposób chciał ją przekazać.
Na duży plus należy zaliczyć, że Laurent opisuje genezę i ideologie tego sztucznego tworu, wskazuje na krótkowzroczność Francji, Ameryki. Ubolewa, że strumień petrodolarów nadal zasila kieszeń Państwa Islamskiego, że to doskonale zorganizowana armia, do której zgłasza się lub jest siłą wcielana rzesza żołnierzy, nawet Europejczyków. Szczególnie oni są pożądanym towarem medialnym, bo występują przecież przeciwko zachodnim wartościom, w których zostali wychowani i przeszli konwersje na islam...
Bardzo fajna końcówka książki tj. ocena faktycznych poczynań własnego rządu (w tym przypadku Francuskiego) i ocena Samuela co do tych ruchów.

Inspektor


Posty:95

 Dotyczy: All inclusive : raj, w którym seks jest bogiem
 Wysłany: 2016-03-19 13:42:31


    

W zbiorach:     


Wypożyczam każdą, no prawie każdą nową książkę, dostępną w rembertowskiej bibliotece, która opowiada o egzotycznych podróżach. Wiecie jak to jest, nie można być wszędzie, a to grosza brak, a to czas nie pozwala... Więc... książka przybliża świat! No, i ta naaaprawdę przybliżyła świat. Świat, w którym bogaci biali mogą kupić wszystko i bez wyrzutów sumienia to robią. Aż mi trudno pisać o tej książce. Za dużo jest w niej cierpienia, zwłaszcza dziecięcego.

Dużym plusem są opowieści o historii tego państwa na wyspie podzielonej na pół między francuskich, a hiszpańskich kolonistów, o dyktaturze Trujillo (z kultem jednostki, których nie powstydziliby się Stalin i Kim Il Sen), o pozycji kobiet i wzorcu męskości, siostrach Mirabal i wreszcie o pedofilii, nie tylko w wykonaniu duchownych.
Zasadnicza relacja zorientowana jest na głośną sprawę nadużyć seksualnych dwu byłych już polskich księży: nuncjusza apostolskiego, przedstawiciela Watykanu na Dominikanie, arcybiskupa Józefa Wesołowskiego oraz księdza Wojciecha G., pracującego swego czasu w miasteczku Juncalito. Obie sprawy – dziś już to wiemy – znalazły swój finał w sądach, watykańskich lub państwowych. Jest rozdział o walkach kogutów, o wudu, o problemie koloru skóry, o presji macho, o „ erze Trujilla” . Jeśli ktoś oglądał genialny, mocny film Ulricha Seidla „ Raj: Miłość” , będzie wiedział, jakiej wizji świata może się spodziewać.

Choć czyta się go szybko, bo jest dość dobrze napisany i stylistycznie przejrzysty, to na długo pozostaje w pamięci i budzi sprzeciw. Przez dłuższy czas po lekturze myślałam, że długo nie sięgnę po reportaż.

Inspektor


Posty:95

 Dotyczy: Wojny kobiet : rzuciły wyzwanie sądom, policji i mafii
 Wysłany: 2016-03-19 13:29:40


    

W zbiorach:     


Książki o takiej tematyce, pod wspólnym mianownikiem „ z życia wzięte” , niespecjalnie mnie ciekawią, ale... No, właśnie, ale! AUTORZY! Kto nie ulegnie pokusie by poczytać to co napisał taki tandem? Trzeba by być z kamienia!

Książka przedstawia historie 13 walecznych kobiet, które walczyły z wymiarem sprawiedliwości, mafią, biurokracją i własnym strachem o los ukochanych mężczyzn: mężów, braci, ojców, synów i kochanków. Niektóre z tych opowieści mrożą krew w żyłach obnażając niedociągnięcia prokuratury i rażące błędy sędziów, inne wywołują dreszcze pokazując okrucieństwo z jakim mafia obchodzi się z niewygodnymi dla siebie ludźmi.
To najgłośniejsze sprawy kryminalne znane z mediów ostatnich kilkunastu lat, przeczytamy tutaj o bardzo dobrze wszystkim znanej historii siostry Krzysztofa Olewnika, słynna historia zaginięcia dwóch mężczyzn Staszka i Jurka, okazało się zabitych przez mafię i wiele, wiele innych.
Nie jest to książka lekka, wymaga też całkiem sporo mocnych nerwów, kiedy przychodzi do opisów popełnionych zbrodni. Mimo to uważam, że powinna to być obowiązkowa lektura dla każdej kobiety, która uważa się za zwykłą kurę domową, która umie tylko pozostawać w cieniu swego męża lub partnera.
Bez dwóch zdań "Wojny kobiet" to kawał dobrej, rzetelnej roboty.

Inspektor


Posty:95

 Dotyczy: Chorągiew Michała Archanioła
 Wysłany: 2016-03-19 13:11:17


    

W zbiorach:     


Powiem otwarcie: może to nie jest książka dla prawdziwych twardzieli, ale ja jestem kobietą i mnie ta książka bardzo się podobała! Dużo w niej opisów broni, szczególnie noży i pistoletów (albo jak tam to zwał).
“ Chorągiew Michała Archanioła” , czyli rzecz o służbach specjalnych, twardzielach w kominiarkach, a jednocześnie o naukowcach i... alchemikach. Zdecydowanie powieść akcji, która z miejsca przypadnie do gustu wszystkim fanom literatury w stylu Magdy Kozak (a mnie ona przypadła!).
Braterstwo, zaufanie, ponadnarodowe sympatie i zobowiązania, współpraca między służbami bez wiedzy, a czasem wręcz wbrew rządowi i tym podobne elementy.

Bohaterem jednak nie jest typowy, wyszkolony zabijaka. Owszem, ma całkiem sporo do powiedzenia w temacie szeroko rozumianej walki i przetrwania, ale na co dzień zarabia na życie pracując jako wykładowca na uczelni. Pewnego dnia otrzymuje propozycję, której ze względów grzecznościowych nie może odrzucić: syn znanego bankowca popełnił samobójstwo, rzucając się pod pociąg. Dziwne, że syn badał sprawy dotyczące znanej w przeszłości postaci Alchemika, z którego mikstur korzystał polski wywiad w okresie międzywojennym. Wystarczy dodać dwa do dwóch by zrozumieć, że samobójstwo to na pewno nie było. Od tego momentu zaczyna się prująca przed siebie dziko akcja, w której w błyskawicznym tempie poznajemy kolejne postaci, nowych znajomych bohatera, jego rodzinę dalszą i bliższą, konkurentów i sympatyków na uczelni...

Na ogromny plus trzeba zapisać, że autor ma taki system pisania, w którym w jednym, kilku zdaniowym akapicie jest w stanie zmieścić scenę walki, jej przebieg, efekty dla walczących stron i nawet samopoczucie, jakie będzie miał bohater dnia kolejnego. Żadnego ględzenia, ani dłużyzn!

Na szczęście prócz akcji jest też w książce miejsce na humor, a dialogi potrafią rozbawić. Poza tym znalazło się miejsce i na romans, (czego normalnie nie znoszę, bo przeważnie tworzą dłużyzny) i na dramat, mocno uderzający czytającego między oczy, dzięki czemu w książkę jest jeszcze łatwiej się wczuć.

Inspektor


Posty:95

 Dotyczy: Metro 2035
 Wysłany: 2016-03-19 12:35:23


    

W zbiorach:     


Trochę obawiałam się tej części. Wiadomo: czym dalej z tak grubaśnymi książkami, tym może być gorzej. Na szczęście książka rozczarowała mnie pozytywnie! Bohater dorasta (co nie zawsze zdarza się mężczyznom). Nie jest już zagubionym dzieciakiem w mrocznych tunelach metra marzącym o powrocie do „ tego co dawniej” . Stał się mężczyzną świadomym świata w którym żyje, a świat ten nie jest przyjazny, człowiek w nim jest jak w tym powiedzeniu: homo homini lupus. W tym Metrze nie ma potworów, ich role przejęli ludzie.
No, ale wracając do naszej fabuły.
Glukhovsky skupił się w tym przypadku na osobie Artema. Tak. Nie macie przywidzeń. To ten sam bohater, który zginął w pierwszej wersji "Metra 2033". Szkoda, że nie widzieliście mojej miny na wieść, że postać ta zmartwychwstała. Bezcenna.
Spotkać tu można wielu znajomych z poprzednich części serii. Zaskakuje szczególnie kontynuacja losu Saszy. Należy pochwalić autora za fakt, że tym razem nie ma tu jednowymiarowych charakterystyk wojujących ze sobą frakcji (jakby za mało było zagrożeń). Zaskoczyło mnie to, że dużo miejsca poświęcono tu polityce, chwilami brzmi to jak manifest antyputinowski. Dodatkowo pojawiają się tu nowoczesne urządzenia, o których nie było mowy w poprzednich częściach, a sugeruje się, że je już wcześniej znano. Trzeba także dodać, że pisarz dość często nawiązuje do wydarzeń z przeszłości bohaterów. Wspominam o tym dlatego, że w opisie na tylnej okładce twierdzi się, że można tą część czytać jako samodzielną książkę i poznanie tej historii jako pierwszej z tej serii nie sprawi czytelnikowi żadnych problemów. Nie zgadzam się z tym. Jeśli nie znacie poprzednich części możecie poczuć się zagubieni.
Ogromne brawa dla autora za język, klimat i odwagę. Odwagę, bo przecież nie trzeba krytyka literackiego by odnaleźć w powieści drugie dno i przesłanie skierowane do Rosjan. Polecam!

Inspektor


Posty:95

 Dotyczy: Zamykam oczy i widzę...
 Wysłany: 2016-03-19 12:05:09


    

W zbiorach:     


"Zamykam oczy i widzę..." to książka, którą można się delektować, nieśpiesznie, w spokoju. To wspomnienia pisane sercem człowieka, który umiłował ziemię, na której przyszło mu żyć. Nie tylko ją kochał, nie tylko szanował, dotykał wzrokiem, słuchał jej piękna, potem za nią tęsknił, by wreszcie opisać i w ten sposób jeszcze raz wrócić na Kresy.
Nie pochodzę „ z tych stron” , nie mam pamięci serca ani umysłu. Nie roztkliwia mnie skarga tych co utracili i nigdy nie odzyskali.
Ale powiem Wam jedno: to piękna książka opisująca ŻYCIE w każdej postaci: nie ważne czy gna się z zawrotną prędkością włoskim samochodem z czerwoną lakierowaną skórą po zapomnianych przez boga i ludzi drogach Podola, czy ogląda się zrujnowany ukochany majątek po I wojnie światowej, czy buduję się (pardon!) z bydlęcego gówna chałupinę gdzieś, hen, na Syberii, bo inaczej cała rodzinie zamarznie i nikogo to nie wzruszy.
To nie jest kolejna książka epatująca zachwytem nad samym sobą i smutną opowieścią o stracie. To opowieść o upadku, po którym wstaje się silniejszym. Momentami zabawna, dowcipna, szczera do bólu i niczego nie „ podmiatająca pod dywan” .
Opowieść o człowieku na tyle skromnym, że aż nieznanym mimo, że za to iż został poważnie ranny we wrześniu 1939 roku został odznaczony Orderem Virtuti Militari za udział w kampanii wrześniowej.
Aż chce się powiedzieć: zamknijmy wraz z autorem oczy i zobaczmy jego świat. Piękny świat...

Inspektor


Posty:95

 Dotyczy: Zombie.pl
 Wysłany: 2016-03-19 11:43:11


    

W zbiorach:     


Nie będę zciemniać: mam już trochę dość tych opowieści o zombie. Uważam temat za wyczerpany z powodu filmów i książek klasy B.
Aż tu proszę, niespodzianka! Może to z powodu autorów książki, o których Wielki Autor Horrorów Masterton, powiedział, że tworzą takie koszmary, jakie nie przydarzają się innym polskim autorom. Jak wypada zatem ich najnowsza książka? Muszę przyznać, że początek powieści jest niezwykle mocny i zabiera bohaterów na bardzo głęboką wodę… Zresztą zapewne nie tylko bohaterów, ale także czytelnika! Cała fabuła zaczyna się niezwykle wciągająco, muszę przyznać z czystym sumieniem, że dawno już nie czytałam książki z takim zapałem. Jest tajemniczo, krwawo i brutalnie. Pozorni przyjaciele okazują się oprychami, w obliczu apokalipsy zombie nawet ocaleni zamieniają się w potwory, które by przetrwać posuną się do wszystkiego. (Takie to już Polskie Piekiełko!)
Całość czyta się bardzo przyjemnie, a sama historia wciąga. Ciekawe miejsca, postaci i sama akcja. Mimo wszystko do połowy książki osoby, które jak ja czytały już nie jedną książkę o zombie, nie będą niczym zaskoczone. Myśląc, że będzie dalej tak samo, zostałam bardzo miło zaskoczona, gdy cała akcja przenosi się do Malborka. Tutaj pojawia się całe piękno powieści. Mocny, słowiański klimat, ciekawy pomysł na przetrwanie i cóż... nie zdradzę nic więcej, bo zepsułabym całą zabawę!
„ Zombie.pl” nie jest może ambitną literaturą ,ale chyba nikt od niej tego nie oczekuje. Z czystym sumieniem można jednak powiedzieć, że jest to kawał dobrej i bezkompromisowej rozrywki, będącej połączeniem „ The Walking Dead” z „ Resident Evil” . Książkę czyta się świetnie i trzyma w napięciu do samego końca. Ciekawym elementem jest także otwarte zakończenie, które pozwala czytelnikowi dopowiedzieć sobie finał, a twórcom pozostawia otwartą furtkę do kontynuacji. Miejmy nieustającą więc nadzieję, że zagości jej kontynuacja w księgarniach. Oby jak najszybciej.

Inspektor


Posty:95

 Dotyczy: Córka generała i piosenkarki
 Wysłany: 2016-03-19 10:20:04


    

W zbiorach:     


Gdy Anna Maria Anders była mała jej ojciec miał już prawie 70 lat. To nawet jak na dzisiejsze standardy późnego tacierzyństwa, dużo. Czy miała szczęśliwe dzieciństwo? Czy Ojciec-generał miał dla niej czas? Czy piękna, niemalże „ parująca seksem” matka-piosenkarka, która podstępnie uwiodła Wielkiego Generała, była dobrą Matką? Na wszystkie te i inne pytania odpowiada ta książka. Polecam serdecznie, dla tych którzy nie gonią za seksem i skandalem, mimo że miłość i ślub Rodziców Anny Marii Anders, był wielkim skandalem, a oni sami jak byśmy dziś powiedzieli, stali się celebrytami pop kultury. Ciepła opowieść o dzieciństwie, rodzicach, którzy tak potrafili wychować swoje dziecko by te, po latach, potrafiło mówić o Nich z szacunkiem i miłością. Jeszcze raz, polecam.

Joanna


Posty:38

 Dotyczy: W imię dziecka
 Wysłany: 2016-03-18 21:51:17


    

W zbiorach:     


Zawiodłam się.
Miałam wrażenie, że bohaterka to android. Autor wyzuł ją z wszelkich ludzkich cech i nawet spazmy płaczu w ostatniej scenie nie wzbudziły we mnie grama empatii. Kompletnie mnie nie obchodziła. Prawdę mówiąc pod koniec prześlizgiwałam się po tekście w poszukiwaniu czasowników i imion, żeby przyspieszyć lekturę bez straty wątku. Szkoda, bo potencjał postaci był duży, a wyszła tak zwana zimna ryba. Zresztą większość bohaterów wycięto z kartonu.
Z drugiej strony autor każe nam śledzić jej każdy krok i gest. W książce jest mnóstwo scen dojazdów do pracy, wejść i wyjść z domu, opisów drugiego śniadania, nalewania i sączenia drinków i innych podobnych, które ani nie wnoszą niczego do akcji ani nie pogłębiają psychologii bohaterki. Takie dłużyzny przy 250 stronach są niedopuszczalne. Czy czytelnik koniecznie musi wiedzieć, że w przerwie zjadła baton?
Jedynym interesującym wątkiem (Myślałam, że głównym, ale niestety autor postanowił uraczyć czytelników klamrą w postaci kryzysu małżeńskiego. Po co, ja się pytam? I kogo to obchodzi?) jest proces szesnastoletniego chłopaka, Świadka Jehowy, który nie zgadza się na leczenie białaczki za pomocą transfuzji krwi. Relacje między sędzią a nastolatkiem i pytania o prawo do stanowienia o sobie, ochronę życia, etykę zawodową, granice odpowiedzialności za drugą osobę, wiarę i wreszcie w jakimś sensie o sens życia - to zdecydowanie najciekawszy fragment powieści. Niestety tylko fragment. Mniej więcej 2/5. Czyli cztery gwiazdki na dziesięć.

Szkoda, że autor nie zdecydował się na opowiadanie.

Inspektor


Posty:95

 Dotyczy: Stryjeńska : diabli nadali
 Wysłany: 2016-03-18 11:33:46


    

W zbiorach:     


Stryjeńska. Diabli nadali” to kolejna, świetna, kobieca biografia (przedtem: „ Papusza” , „ Czarny Anioł. O Ewie Demarczyk” , „ Marlene” ) w dorobku Angeliki Kuźniak. Autorka bez wątpienia ma nosa do wspaniałych i unikalnych osobowości, a życiorys każdej z nich potrafi oddać w sposób interesujący i możliwe obiektywny. „ Stryjeńska” to zatem portret niezwykły, bo i niezwykłą postacią była sama malarka: bezmiar wyjątkowa, znacząco wyróżniająca się na tle ówczesnej bohemy (co wcale łatwe nie było!). Uwielbiana i odtrącana, kochana i nienawidzona. Artystka, której przyszło żyć i tworzyć w najbardziej dynamicznych i tragicznym momencie historii. Znajomość jej biogramu nie jest oczywiście obowiązkowa, ale ten, kto nie sięgnie po tę książkę, niech liczy się z ogromną stratą i godną pożałowania niewiedzą!

Joanna


Posty:38

 Dotyczy: Marsjanin
 Wysłany: 2016-03-14 20:46:16


    

W zbiorach:     


Ależ ta książka jest amreykańska! W ciemno niech sięgają po nią wszyscy, którzy z rozrzewnieniem wspominają popularne seriale z lat osiemdziesiątych. Główny bohater to skrzyżowanie pomysłowego MacGyvera z sypiącymi błyskotliwymi (a przynajmniej zabawnymi i zwykle lekko pieprznymi) komentarzami członkami Drużyny A. Postacie, wszystkie z amerykańskiego snu, są szablonowe do bólu. Na pierwszym planie "zwykły bohater", który z taśmą klejącą i kubełkiem własnego moczu da sobie radę w każdej sytuacji. A jak nie da, to chwilę pojęczy, rzuci zgryźliwym dowcipasem i znowu weźmie się do roboty, bo nigdy się przecież nie poddaje. Inteligentny, zabawny, młody (Brakuje tylko "szalenie przystojny i wysportowany", o czym w powieści nie ma mowy, ale jakże mogłoby być inaczej. W końcu w filmie gra go Matt Damon...). W tle astronauci gotowi bez mrugnięcia okiem poświęcić karierę i przynajmniej pół roku z życia (a może i całe) dla kolegi w potrzebie. No i NASA, czyli HoustonMamyProblem - kolonia mróweczek-geniuszy siedząca przy monitorkach, albo wymyślająca, jak przecisnąć trójkąt przez kółko przy pomocy marchewki, wiecznie zestresowana, bo musi zdecydować, czy dla jednego astronauty warto i rozważnie jest rozwalić kilka zaplanowanych misji kosmicznych, nie mówiąc o rozwaleniu nowego sprzętu wartego miliony dolarów wyciągniętych z kieszeni podatników (oczywiście, że warto i nierozważnie). Gdzieś tam od czasu do czasu (ale niezbyt często, żeby nam smutno nie było) majaczy jakaś sfrustrowana żona albo zapłakana matka. Od pierwszych stron wiadomo, jak skończy się ta historia.

I co z tego.

Pomysł na powieść jest świetny, magia Marsa i kosmosu oczarowuje, cały czas wyczuwalne jest napięcie (było nie było, bohater jest sam na Marsie i kończą mu się zapasy), opis działania i modyfikowania specjalistycznego sprzętu mniej albo bardziej domowym sposobem jest całkiem wiarygodny (Mimo że czasem musiałam zaakceptować, że nie rozumiem, jak on tę wodę chemicznie zrobił. No zrobił i już. On jest biologiem inżynierem, nie ja.), a bohater nas obchodzi, bo zwyczajnie to fajny gość. Dodaję też dodatkową gwiazdkę za widoczną gołym okiem pasję i fascynację autora lotami kosmicznymi. Warto zwrócić uwagę, że ta powieść na początku pojawiła się w internecie, bo nikt nie chciał jej wydać. Po zdobyciu rzeszy wielbicieli wreszcie "zasłużyła" na publikację, a w końcu nominowaną do Oscara ekranizację. A to jest debiut! Brawo autor!

Polecam oczywiście wszystkim fanom "Apollo 13". Ale też wszystkim, którzy lubią inteligentną rozrywkę z dużą dawką humoru.

Joanna


Posty:38

 Dotyczy: Ene due śmierć
 Wysłany: 2016-03-10 21:13:19


    

W zbiorach:     


Najprzyjemniejszy horrorokryminał, jaki ostatnio czytałam. Żadnego mędrkowania ani dywagacji na temat moralności jednostki czy rozkładu społeczeństwa. Czysta rozrywka na jeden lub dwa wieczory. Lekko przyspieszony puls i niezbyt dużo obrzydliwości (choć są ze dwa fragmenty, przy których jeść nie polecam). No i tajemnica całkiem długo pozostająca tajemnicą. Nadal pamiętam, o co chodziło i kto był "tym złym", co jest chyba największą pochwałą w przypadku tego gatunku. Piszę to bez ironii.

P.S. Ci, którzy oglądali horror "Piła", mogą odczuć drobne deja vu.

Joanna


Posty:38

 Dotyczy: Idź, postaw wartownika
 Wysłany: 2016-03-10 19:48:51


    

W zbiorach:     


Potwornie się zawiodłam. Żałuję, że książka została odnaleziona i wydana, bo jest ogromną rysą na twórczości autorki. Chodzą zresztą słuchy, że Harper Lee nie do końca świadomie wyraziła zgodę na publikację. I nic dziwnego, bo to odrzucona przez wydawcę wersja "Zabić drozda". Można tu wyczuć cień magii dziecięcego punktu widzenia (retrospekcje to moim zdaniem najlepsze fragmenty) i egzotyczną południowoamerykańską atmosferę Maycomb, ale to wszystko, co zyskało sympatię czytelników z całego świata w "Zabić drozda", zostało zalane mało subtelnym kaznodziejstwem i filozofowaniem. Największe zdziwienie przyszło na końcu, gdzie kwestia rasizmu, zdawałoby się kluczowa dla powieści, ewoluuje w dziwny rodzinny spisek mający na celu rozbudzenie w bohaterce asertywności (którą według mnie ma od pierwszych stron powieści...) i odczarowanie pewnych ikon (dlaczego akurat tak? co to dało?). Nie bardzo rozumiem tutaj motywacje bohaterów i tym bardziej reakcję Jean Louise.
No i ten język, momentami jak z taniego romansu...

Spodziewam się, że dla tych, którzy nie przeczytali powieści (a zwłaszcza tych, którzy nie przeczytali żadnej z powieści Harper Lee), mój tekst może być niezrozumiały. Starałam się nie spoilować, a jednocześnie podać powody dla których moim zdaniem publikacja "Idź, postaw wartownika" to błąd. Reasumując, ciekawych ewolucji warsztatu pisarskiego autorki zapraszam do lektury, a tych, którzy chcą przeczytać coś naprawdę wartościowego odsyłam do "Zabić drozda".

Joanna


Posty:38

 Dotyczy: 13 pięter
 Wysłany: 2016-02-29 19:48:21


    

W zbiorach:     


"Czymże są niedźwiedzie polarne czy porywiste wichry wobec ciągłych problemów z kredytami, nieprzychylnymi władzami i nieuczciwymi budowlańcami?"

Warto poczytać o zmieniającej się (hmmm...) sytuacji mieszkaniowej w Polsce od odzyskania niepodległości do dziś (czyli 2015 roku) i prognozach na następne lata. Bardzo ciekawa, dobrze skonstruowana i napisana książka, w przystępny sposób przybliżająca pewne mechanizmy rynkowe i decyzje polityczne, które miały ogromny wpływ na życie starających się o mieszkanie (a nawet tych już mieszkających, nieświadomych, że za rogiem czai się niebezpieczeństwo eksmisji). Autor przeprowadził wywiady z ekonomistami, deweloperami i politykami, które otwierają oczy (laikowi, bo eksperci pewnie z kwaśnym uśmiechem tylko pokiwają głowami). Rozmawiał też z mieszkańcami. Niektóre z tych historii na długo zapamiętam.
"Bo my tu mamy dwa pokoje! Ja nigdy swojego pokoiku nie miałam, myśmy w dwóch pokojach w pięć osób mieszkali. A moje dziecko ma. I ja uważam, że to jest moje wielkie życiowe osiągnięcie, że jak Magda zacznie podrastać i będzie miała ten czas buntu, to mi będzie mogła trzasnąć drzwiami swojego pokoju przed nosem. Ja się chyba wtedy popłaczę ze szczęścia, jak ona to zrobi. Bo to będzie znaczyło, że mi się udało jej zapewnić godne warunki życia."
Ja popłakałam się na pewno.
Polecam mieszkającym i pragnącym mieszkać. Czyli wszystkim.